sobota, 31 marca 2012

I znowu w Chorzowie

W ostatni weekend marca, w Chorzowie, odbył się kolejny Jarmark Rzeczy Ładnych. Niestety, wypadł bardzo słabo. Nie ze względów organizacyjnych, odwiedzający jakoś nie dopisali. Po otwarciu, przez jakieś dwie godziny było bardzo tłoczno. Koło południa wybyli niemal wszyscy. Do tego, ci wszyscy odwiedzający nie byli zbyt entuzjastycznie nastawieni. Entuzjazmu nie brakło za to wystawcom, mimo małego zainteresowania kupujących.






Koszula z myszą

Jakiś czas temu kupiłam sobie maszynę do szycia. Poprosiłam Rodzicielkę swoją o przejrzenie zapasów szmat i podrzucenie mi czegoś do zniszczenia. Bo uczyć się przecież nie będę na nowym, lepiej zamordować coś, czego nie będzie szkoda. I moja szanowna znalazła to:



Jest to kupon materiału z nadrukowanym konturem koszuli. Wystarczy wyciąć i zszyć. Więc zszyłam:



Powstała "gościowa" koszula nocna. Wąska dosyć, więc mogę nocować tylko szczupłych gości ;-).

Kołnierzyki

Podczas Jarmarku w Tychach, pewna pani pytała mnie o szydełkowane kołnierzyki. Więc postanowiłam zrobić kilka:

Kolejna wystawa…

Artystka znów dała wyraz swej osobowości. „Haftowane” sanki zobaczyłam sama. Ale teraz wiem, że to sztuka uliczna i feministyczna alternatywa dla graffiti.


niedziela, 26 lutego 2012

Liście

Zapowiadało się dłużej, ciężej i bardziej włóczkożernie. Ale zużyłam niecałe trzy kłębki Malwy w kolorze śliwkowym. Nie wiem, jaką ma rozpiętość, ale nie zdołałam jej porządnie zblokować, bo nie zmieściła się na tapczanie. na ścianie zawiesiłam ją tylko do zrobienia zdjęć, ale wygląda tak fantastycznie, że postanowiłam jej nie ściągać.


Śliwkowa chusta w liście:


Jak urządzić scenę w McDonaldzie? Cztery łatwe kroki.

1. Iść do lumpexu.
2. Upolować coś fajnego do przeróbki.
3. Wstąpić do McDonalda na kawę.
4. Nie wytrzymać i zacząć prucie przy stoliku.
Miłej zabawy!!!

niedziela, 1 stycznia 2012

Kolorowe jarmarki...

Nareszcie mam chwilę wolną. Mało mi było pracy, domu, szkoły, więc dorzuciłam sobie jarmarki rękodzieła. Tylko w grudniu uczestniczyłam we dwóch, dzięki czemu przez półtora miesiąca nie miałam ani jednego wolnego weekendu. Do tego sprzątanie, prezenty, urodziny koleżanki, rozmaite, drobne awarie w domu, problemy zdrowotne, nie wiem jak poważne, moje i rodziny... Same przyjemności.
Do tego UFO zalegające na wszystkich płaskich powierzchniach mieszkania. Łącznie z podłogą...

Na początku grudnia z Chorzowie- Batorym odbył się Jarmark Rzeczy Ładnych:






A tydzień przed Gwiazdką Jarmark Świąteczny w Tychach:






W Chorzowie wśród osób odwiedzających przeprowadzona została ankieta, które stoisko jest najładniejsze. Zgadnijcie, kto wygrał?(w tym miejscu pragnę pozdrowić J. i A., dzięki którym się tam znalazłam). Jarmark w Tychach, w przeciwieństwie do jarmarku chorzowskiego, odbywał się pod gołym niebem. A dokładniej w drewnianych domkach. Na środku placu ustawiono kilkunastometrowy namiot. Ponieważ w piątek trochę wiało, namiot się urwał, o włos minął domek nr 17 i walnął w domek obok. Dobrze, że nikt nie znalazł się na jego drodze... mogło być nieciekawie (pozdrawiam organizatorów, mam nadzieję, że za rok lepiej zadbają o bezpieczeństwo).

Przez ten nawał obowiązków, zaniedbałam nieco swoje ozdoby świąteczne. Na choince znalazły się gwiazdki szydełkowane, gwiazdki z koralików oraz czekoladowe bombki. Na ścianie wieniec (skromny) i kilka gwiazdek:




Elfy miały się znaleźć na choince, ale oczy im odpadają. Klej coś nie chce trzymać:


Na zakończenie chciałabym życzyć wszystkim, aby ten rok był lepszy niż poprzedni. A wszystkie zmiany, które zachodzą w Waszym życiu niech będą zmianami na lepsze.

niedziela, 20 listopada 2011

UFO i włochate dżdżownice

Rany, tytuł jak z kiepskiego filmu SF. Ale obiecałam zdjęcia ukończonych UFO. Oto i one:


Dwie zapomniane chustki, zrobione na drutach (wcale nie szybciej, ale zużycie materiału mniejsze, niż przy robocie szydełkiem), wykończone szydełkowaną koronką:



A ponieważ życie znowu zapewniło mi rozrywki, jakich nie oczekiwałam i na jakie nie miałam ochoty, wzięłam się za robienie na drutach. Pomogło mi to uspokoić nerwy. Efektem są cztery włochata dżdżownice, zrobione z włóczki fantazyjnej. Mimo, że cienkie, są ciężkie i ciepłe.

wtorek, 1 listopada 2011

UFO

Uwielbiam długie weekendy. Zdołałam ukończyć trzy zalegające UFO. Suszą się właśnie po praniu. Zdjęcia wrzucę po zblokowaniu ich.

Na deser parę starych projektów- chustki.






P.S. Jak się uprę, skończę dzisiaj jeszcze czwarte!

czwartek, 20 października 2011

Gorrrąco mi, gorąco!

W marzeniach. Bo w pracy mam ciepło inaczej. Dlatego wyjęłam przed zimą ciepłe swetry, a wakacje poświęciłam na zrobienie następnych. Prezentuje je wszystkie razem, w postaci zbiorówki.

Witam...

... po skandalicznie długiej przerwie. Niestety, życie ostatnio dba, abym się nie nudziła i wymyśla mi co chwilę nowe rozrywki. Są to codzienne obowiązki, takie jak zakupy i sprzątanie, awarie w świeżo wyremontowanym mieszkaniu (jak nie wypruwanie kabli ze ścian, to pęknięta rura w łazience), szkoła (egzaminy się zbliżają), moje życie towarzyskie stało się intensywniejsze niż kiedykolwiek (na to akurat nie narzekam). No i rękodzieło. Cząsteczki natchnienia mnie nie omijają, wręcz przeciwnie trafiają we mnie bez przerwy. Dlatego sprawiłam sobie zabawkę:



Taniutką zabawkę. Ale przy moich mikrych jeszcze umiejętnościach, lepsza nie jest potrzebna. Jak dorosnę, kupię sobie lepszą ;-). W ramach nauki szycia (a właściwie nauki obsługi nowej zabawki, bo szyć umiem ręcznie) popełniłam polarową poszewkę na poduszkę:



A potem popełniłam dwie satynowe poszewki z recyklingu (znaczy: poprułam dwie stare halki), fioletową i czerwoną. Na zdjęciu tylko fioletowa:

wtorek, 30 sierpnia 2011

Drobnostki...


Dziergam bardzo intensywnie. Nie mam zdjęć ostatnich dzieł, gdyż nadal nie mam manekina. Swetry robione na podłodze lub wieszaku nie wyglądają tak dobrze. Dlatego wrzucę dzisiaj tylko kilka drobnostek: woreczki na biżuterię, kolczyki (jak zwykle!) oraz małe dyndadełka do przypinania do czegoś.





środa, 6 lipca 2011

Sklepy robią nas w ch...

Byłam dzisiaj w pewnym sklepie z odzieżą. Nie wiem, czy powinnam pisać jego nazwę. Jest to sieciówka, dość znana, która swoją ofertę kieruje przede wszystkim do młodzieży. Ceny oczywiście zawyżone. jakość taka sobie. Nic nie kupiłam, za to się uśmiałam. Gdyż sklep ten oferuje niewielkie, szydełkowane chusty (akurat na tą porę roku). Wykonane nieskomplikowanym wzorem. W sumie: ze dwie godzinki roboty, niecały kłębek czegoś, Dalii na ten przykład. W sklepie: 60 zł (słownie: sześćdziesiąt złotych). Razem z mamą obśmiałyśmy się jak, za przeproszeniem, norki. Jednak po zastanowieniu, przeraziłam się. Bo uświadomiłam sobie, że istnieją ludzie, którzy się na to nabiorą. Którzy nie wiedzą, że ceny ciuchów w sklepach są zawyżone co najmniej kilkakrotnie.
Nie pamiętam kto to śpiewał, ale miał rację: "wszyscy chcą mnie zrobić w ch..., na moją kasę".

sobota, 28 maja 2011

Ja tylko na moment

Chciałam przypomnieć o swoim istnieniu. Wszystkie projekty, nad którymi obecnie pracuję są duże i czasochłonne, więc nie mam się czym chwalić. Ale zdołałam wygrzebać zdjęcia kilku starych projektów:




Zdjęcia nie odzwierciedlają rzeczywistej wielkości torebek. Niebieska zrobiona jest ze smętnych resztek, które od kogoś dostałam. Suwak z recyklingu (znaczy- wypruty z czegoś), a poziomki zrobiłam z modeliny. Jeden z pierwszych udanych projektów.


Zauważyłam u niektórych blogerek wpisy o problemach z Bloggerem. Rzeczywiście, coś jest ostatnio nie tak, nie da się normalnie zalogować.